Enter your keyword

czwartek, 21 września 2017

Prawdziwe wsparcie w przygotowaniu wyprawki dla przedszkolaka.

Autor: Godzina: 16:32:00

Niestety, niezdarny traci dwa razy. W tym przypadku ja, nie zapominając zalogować się do żłobkowego systemu w Warszawie aby potwierdzić dalszą chęć zapisania Sebastiana - straciłam jego miejsce. Co prawda zapisałam go ponownie, ale będąc numerem 400-którymś z kolei nie łudzę się nawet nadziejami, że do żłobka się dostanie. Za 3 miesiące będzie miał już 2 latka, więc nastawiam się już, że "wyrzucę go z domu" :) dopiero do przedszkola.

Rok szkolny się zaczął i z ciekawości zaczęłam przeglądać internet w poszukiwaniu informacji na temat wyprawki do przedszkola, jak również tego mniej przyjemnego tematu - jej kosztów.
Kompletując wyprawkę niestety nie tylko poświęcimy jej nie mało czasu, ale i pieniędzy.
Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że wcale nie wyjdzie tak dużo, ale jak dodamy grosz do grosza...
Wpis mógłby ciągnąć się i ciągnąć, lecz w dzisiejszym napiszę o samych podstawach (!), w które musimy zaopatrzyć naszego dorosłego malucha :)

  • Jeżeli nasze dziecko będzie leżakować w przedszkolu - musimy zakupić piżamkę i pościel.
  • Worek i Buty na zmianę - worek trzeba podpisać ( nie ukrywam, że teraz to i buciki najlepiej też). Niektórzy wybierają worki z wyhaftowanym imieniem i nazwiskiem, inni zarówno na worku jak i podeszwie butów nanoszą napis markerem niezmywalnym. Buty koniecznie muszą być na rzepy, większość przedszkolaków nie potrafi jeszcze wiązać sznurówek - gdyby przedszkolanki każdemu musiały wiązać buty, trochę czasu by straciły. Najlepiej, aby podeszwy były antypoślizgowe.
  • Drugi Worek + Strój do ćwiczeń gimnastycznych - jeżeli przedszkole oferuje także zajęcia na basenie - kolejnym wydatkiem będzie czepek i strój kąpielowy.
  • Ubranie na przebranie - Maluchy, zwłaszcza te świeżo upieczone przedszkolaki, łatwo i szybko mogą pobrudzić się podczas zabawy czy jedzenia - wtedy konieczne będzie ich przebranie. W dodatkowym zestawie powinny znaleźć się skarpetki/rajstopki, spodnie/spódniczka, bluzeczka/bluza, majtki - na nie również najlepiej zakupić worek, który będzie podpisany.
  • Najmłodsze przedszkolaki, które jeszcze nie opanowały do końca korzystania z totalety, będą w swojej wyprawce potrzebowały pieluszek jednorazowych.
  • Szczotka/Grzebień do włosów.
  • Malutki ręczniczek i mydło do rąk.
  • W przedszkolach coraz częściej praktykuje się wspólne szczotkowanie zębów o stale określonych porach, a wiec naszemu dziecku będzie potrzebny kubeczek, pasta i szczoteczka do zębów.
  • kredki, pisaki, flamastry, długopisy, ołówki.
  • farby, pędzelki i kubeczek do wody.
  • zeszyty, (nie mówiąc już o książkach do przedszkola na których pracują - ale to już temat na osobny wpis)
  • plastelina
  • brystole
  • nożyczki i klej do papieru
Uh... To (chyba) niby tylko postawy, a i tak wyszło tego sporo i w dodatku mam wrażenie, że dużo rzeczy można by jeszcze dopisać. Niestety mimo tego, ze większość wymienionych rzeczy mamy w domu - do przedszkola będzie potrzebna druga para wszystkiego, bo część rzeczy zostaje na miejscu w szafeczce dziecka.
Daruje sobie wyliczanie ile na tą 'podstawę' średnio wydamy pieniędzy, bo w to wchodzi między innymi też gust kupującego, ale za to, podpowiem, kto może nam pomóc gdy nadchodzi wrzesień, a w portfelu dziurę wygryzła myszka :)

Co jak co, ale po znajomych, to chyba nikt nie lubi pożyczać - przynajmniej jak tak mam, że jak już muszę - to wolę wziąć pożyczkę i tu przeglądając ranking pożyczek ratalnych na wrzesień bez dwóch zdań widać, kto króluje w tym okresie :) Wydaje mi się, że szukając kolejnych rankingów, wyniki byłyby podobne.
HapiPożyczki to przede wszystkim pożyczka łatwa i szybka. - W samej swojej nazwie dają znać, że będziemy happy :)
U nich to Ty decydujesz jak duża ma być pożyczona kwota, jakiej wielkości mają być raty jak również przez ile czasu chcesz ją spłacać!
 Jeśli chcesz i masz taką możliwość, możesz wcześniej spłacić pożyczkę a co najlepsze, sam możesz również wstrzymać jej spłatę, korzystając z tzw. „wakacji od spłat”. 
  • Po akceptacji wniosku, pieniądze przelewane są ekspresowo na Twoje konto!
  • Dzięki HapiPożyczki jesteś elastyczny :) Możesz zacząć spłacać pożyczkę dopiero po 2 miesiącach oraz możesz kostać z wakacji od spłat :)
  • Tak naprawdę, to wszystko możesz załatwić wygodnie, bez wychodzenia z domu.
  • Sam wybierasz, którego dnia miesiąca chcesz spłacać pożyczkę.
  • Otrzymujesz indywidualnego doradce do obsługi Twojej hapipożyczki. ;)
  • Nie martwisz się zbędnymi formalnościami - zwykle nie potrzebują żadnych zaświadczeń, więc cała operacja jest zmniejszona do minimum!

Lepiej trafić chyba nie można. :) Więc... spisuj listę rzeczy do kupienia dla maluszka, wypełniaj wniosek iiii...pędź na zakupy !

WYPEŁNIJ WNIOSEK


czwartek, 14 września 2017

KOMPENSJA - Najwyższe odszkodawania.

Autor: Godzina: 22:59:00

"Wypadki chodzą po ludziach, ludziom po wypadkach pomaga Kompensja"

Właśnie to proste, ale konkretne hasło sprawia, że chcemy zaufać im powierzając swoje 'problemy' związane z odszkodowaniem. Coś o tym wiem - niestety. Do tej pory tylko gdybałam, radziłam, domyślałam się. W tej chwili jestem świeżo po "nieszczęściu". Właśnie okradziono nam samochód.
Na całe "szczęście" nie była to sytuacja bezpośrednio z naszym udziałem - nie było wypadku, nie stała nam się krzywda a straty nie są za duże.

"Najpierw Twoje odszkodowanie, potem nasze honorarium"

Niestety muszę przyznać, że niejednokrotnie spotykałam się z opowieściami, a wręcz zażaleniami, że kancelaria, którą wybrali moi znajomi zupełnie nie spełniła ich oczekiwań - pieniądze zapłacone - sprawa ' w toku' a tak naprawdę wszystko stoi i nie mają ani pieniędzy, ani żadnych konkretnych informacji.

A dzięki tym słowom, którymi kieruje się Kompensja - krótko i zwięźle, ale wiemy, że to my jesteśmy dla nich najważniejsi, a nie pieniądze. Szanują nas i nasz czas.

Kancelaria odszkodowawcza Kompensja Sp. z o.o. jest z Gdańska i to jedna z najaktywniejszych firm zajmujących się odszkodowaniami. Pomogą nam poszkodowanym i naszym bliskim uzyskać od ubezpieczycieli największe możliwe odszkodowanie i świadczenia.

Doskonale znają się na obecnej sytuacji na rynku, dlatego szczerze i racjonalnie wycenią szansę i kwotę, na jaką możemy liczyc z odszkodowania.

Współpracują z najlepszymi radcami prawnymi, rzeczoznawcami oraz lekarzami z kilkunastoletnim doświadczeniem!

Nie musisz się również martwić dodatkowymi, niezręcznymi rozmowami z ubezpieczycielem, bo na siebie całość korespondencji i kontaktów telefonicznych.
Kontrolują terminowość, prawidłowość i całkowity przebieg działań Towarzystw Ubezpieczeniowych.

Po wypadku, czy innej nie przyjemnej sytuacji ciężko nam racjonalnie myśleć i dyskutować z ubezpieczycielami. Tutaj oni prowadzą wysokiej jakości profesjonalne negocjacje z ubezpieczycielem w naszym imieniu, które mają na celu wywalczenie jak najwyższej kwoty należnego odszkodowania.



A Ty? Zaufasz Kompensje?

czwartek, 7 września 2017

'Uważam, ze zostałam zaniedbana jako pacjentka, jako człowiek. Udzielili nam pomocy w ostatniej chwili. '

Autor: Godzina: 15:00:00

"Bycie mamą od zawsze było moim największym marzeniem.
Pomimo młodego wieku dwie kreski na teście spowodowały niesamowitą radość. Razem z chłopakiem wiedzieliśmy,  że chcemy wspólnie stworzyć rodzinę.
Ciąża przebiegała bez większych komplikacji. Pod koniec ciąży okazało się, że mam wysokie ciśnienie. Ze względu na to, dzień przed terminem podano mi oksytocynę na wywołanie porodu.  Byłam podekscytowana, ale w ogóle się nie bałam. Szlam z bardzo pozytywnym nastawieniem. Tłumaczyłam sobie "pójdzie szybko, łatwo, może nie przyjemnie ale znośnie". Myliłam się. 

Kroplówkę podano mi o 6 rano, od początku był ze mną mój chłopak. Śmialiśmy się i żartowaliśmy, nie dochodziło do mnie, że dziś spotkam się ze swoim wyczekanym, wymarzonym szczęściem.
O 10 przyjechała moja mama, a wraz z nią przybyły skurcze. Zaczęły się od razu co 2 minuty. Na początku było znośnie, byłam na piłce.
O 12:30 przyszedł mój lekarz, przebił mi wody i powiedział, ze on już idzie, bo właśnie zaczął mu się urlop. Skurcze były coraz silniejsze, a najgorsze było to, że krzyżowe. Wyprosiłam swojego chłopaka, zostałam tylko z mamą. Ból stał się tak silny, ze nie wytrzymałam na piłce i położyłam się na łóżku.
 Miałam już pełne rozwarcie, ale mój synek nie mógł wyjść. Zaklinował się, uciskał na kręgosłup co powodowało niesamowity ból. Bardzo krzyczałam. W tym samym czasie co ja rodziła jeszcze inna dziewczyna. Obie miałyśmy bóle parte, a opiekowała się nami jedna położna!
Przyszedł lekarz, włożył rękę, ucisnął brzuch i obsunął główkę mojego synka. Po wszystkim poszedł na papierosa. Ból był bardziej łagodny, ale tętno dziecka zaczęło spadać. Podali mi tlen. Przychodziła położna, kazała mi przeć i musiała iść do drugiej rodzącej. Mój synek schodził w dół i zaraz się cofał. 

Męczyłam się w bólach partych prawie 3 godziny. Cały czas towarzyszył mi strach, ze z moim dzieckiem coś jest nie tak. Najgorsze było to, że oprócz mamy nikogo przy mnie nie było. Nie miałam profesjonalnej opieki. W każdej chwili mogło dojść do tragedii. Błagałam o cesarskie cięcie, nie wierzyłam, że będę w stanie urodzić samodzielnie.
Byłam wykończona, a dobijał mnie fakt, ze nie ma żadnego postępu. Wreszcie przyszła położna, założyła zielony kitelek i wiedziałam, że coś się będzie działo. Obok mnie stanął lekarz, kazali mi przeć. Starałam się z całych sił.
Parłam pół godziny, aż poczułam ze wyszła główka. Sama główka. Wszyscy zaczęli na mnie krzyczeć, ja parłam ale nie potrafiłam go urodzić. Mama dopchnęła mi głowę do klatki piersiowej, lekarz położył mi się na brzuchu, każdy do mnie krzyczał. Nie mogłam oddychać a tym bardziej przeć. Użyli kleszczy i mój syn się urodził.
Urodził się, ale nie płakał. Zaczęłam krzyczeć, pytać dlaczego nie płacze. Nie wiedziałam co się dzieje. Widziałam przerażenie na twarzy mojej mamy. Po jakimś czasie usłyszałam krzyk, najcudowniejszy krzyk na całym świecie. Położyli mi na chwilę moje dziecko, mogłam go dotknąć, zobaczyć. Byłam już spokojna, szczęśliwa. 
Po wszystkim dopadła mnie depresja. Patrzyłam na swoje dziecko i zastanawiałam się, czy jeśli nie potrafiłam go urodzić, to czy będę potrafiła być dla niego dobrą mamą? Kocham go ponad wszystko i przeżyłabym to jeszcze raz, mając świadomość, ze urodzi się zdrowy i wszystko z nim będzie dobrze. 

Mój syn dostał 7 punktów, urodził się niedotleniony. Uważam, ze zostałam zaniedbana jako pacjentka, jako człowiek. Udzielili nam pomocy w ostatniej chwili. 7 godzin porodu to nie bardzo długo, ale 3 godziny bóli partych już tak. Wszystko mogłoby potoczyć się inaczej, gdybyśmy dostali odpowiednią opiekę.
teraz mój syn jest zdrowym, cudownym chłopcem, ale ja nigdy nie zapomnę lekarzom, że minuty dzieliły nas od tragedii.

PS: Mama była dla mnie nieocenioną pomocą. Dużo ją to kosztowało, ale jej wsparcie będę pamiętała do końca życia.

Dziękuję, ze wreszcie mogłam się wygadać. Kamila"

wtorek, 5 września 2017

'Pro­si­łam Boga żeby ona zapła­kała, a póź­niej był ten cudowny krzyk'

Autor: Godzina: 08:41:00

"Jestem bar­dzo młodą mamą, bo zale­d­wie 20 let­nią, ale to dziecko było moim naj­więk­szym pra­gnie­niem i marze­niem. Mój mąż mówi że ją sobie wymo­dli­łam będąc w Czę­sto­cho­wie ale do sedna. 
Pra­wie 2 lata mijają od kiedy będąc na wizy­cie u gine­ko­loga dowie­dzia­łam się że mam dys­funk­cje hor­mo­nalną jaj­ni­ków i wtedy lekarz powie­dział:
”Przy tej przy­pa­dło­ści bar­dzo ciężko bedzie pani zajść w ciążę, a im póź­niej tym cię­żej bedzie”. Wycho­dząc od leka­rza z receptą zała­ma­łam się, bo w końcu młoda dziew­czyna i taki"wyrok”.
Po 2 latach pozna­łam swo­jego obec­nego męża i dopiero wtedy uświa­do­mi­łam sobie jak te słowa mogą odbić się na moim przy­szłym życiu.
Powie­dzia­łam o wszyst­kim (wtedy jesz­cze) swo­jemu chlo­pa­kowi i dosta­łam dużo wspar­cia  -jak się oka­zało po 2 mie­sią­cach sta­rań udało nam się. 
Po peł­nych 9 mie­sią­cach ocze­ki­wań poszłam na wizyte u leka­rza, a tam nic się nie rusza, wszystko zamkniete, nie ma roz­war­cia.
2 lipca (week­end) poje­cha­łam do szpi­tala z bólami krzy­żo­wymi i pod­brzu­sza wciąż wszystko zamknięte, dosta­łam para­ce­ta­mol i sco­po­lan i po 2 dniach wysłali mnie do domu.
5 lipca minął mój ter­min i wciąż nic się nie działo... po 6 dniach przy­szłam na oddział (ponie­dzia­łek) po bada­niu wyrok - zero roz­war­cia ale dziecko główka w kanale dajemy zastrzyki, póź­niej oct i oxy­to­cyna gdyby nic się nie działo.
W środę pierw­sze oct skor­cze są roz­war­cie zewnętrzne na 1 cm i nic.
Czwar­tek balo­nik dalej nic.
Pia­tek 7.00 porodówka razem z mężem oxy­to­cyna, skur­cze 80-100 regu­larne ale roz­war­cie nie idzie, piłka, cho­dze­nie i nic. O godzi­nie 13 koniec chcą spraw­dzić tętno małej nie mogą zna­leźć, położne wezwała ordy­na­tora przy­cho­dzi, położna każe mi się obró­cić na lewy bok nic prawy nic w końcu ord­y­na­tor przej­muje pelote od ktg kładę sie na wznak i patrze na męża z prze­ra­że­niem bo od 10 min nie mogą zna­leźć jej tętna aż w końcu ordy­na­tor ja znaj­duje…
W week­end dali mi spo­kój a ja pła­ka­łam na łóżku bo widzę kolejne dziew­czyny one przy­cho­dzą i idą rodzić a ja… A ja dalej jestem na oddziale przy­je­lam już 13 zastrzy­ków i nic nie chce ruszyć pła­cze z bez­sil­no­ści…
W ponie­dzia­łek 17 lipca zro­bili mi usg - wszystko w porządku mój mąż od rana jest ze mną jutro kolejna oxy­to­cyna
 Pamiętny 18 lipca rano o 7 biorą mnie na poro­dówke podłą­czają kro­plówkę 7.15 mój jest przy mnie… Godzina 9.00 wizyta, ordy­na­tor mnie bada zewnętrzne roz­war­cie 4 cm, wewnętrzne 1 cm i mała cof­nęła się z kanału brak postępu w akcji poro­do­wej będzie cesarka po 13 dniach od ter­minu, 2 oxy­to­cy­nach 16 zastrzy­kach w końcu będę miała cesarke i spo­tkam swoją dziew­czynke po czę­ści ulżyło mi a z dru­giej strony strach przed znie­czu­le­niem… Gdy sie­dzia­łam już na stole (godzina 9.50 mój mąż stał pod salą ope­ra­cyjną) ane­ste­zjo­log mowi:
 „- Zrób koci grzbiet żebym mógł sie wkłuć,
– z takim brzu­chem to ciężko Panie dok­to­rze
– no, jak bym przy­tył tak jak Ty ciężko by mi było chociaż nie dużo mi zostało. :)
Każdy na sali widział że się boję wszy­scy pró­bo­wali mnie roz­śmie­szyc. O 10.00 wszystko się zaczęło o 10.10 na świat przy­szło moje naj­więk­sze szczę­ście…
I w tedy gdy ją usły­sza­łam popła­ka­łam się tak ze nie widzia­łam świata, był tylko jej gło­śny krzyk😉 do końca świata będę pamię­tać te 3 ciszy minuty za nim ją usły­sza­łam przez te 3 minuty pro­si­łam Boga żeby ona zapła­kała a póź­niej był ten cudowny krzyk… Gdy ja zabrali z sali obok tylko sły­szę czy prze­cho­dzi­łam cho­le­staze bo mała była w żół­tej mazi a wody były brudno zie­lone.

Gdy ją oczy­ścili przy­nie­śli mi ją - krzy­czała, zaczę­łam do niej mówić i cało­wać w poli­czek a ona się uspo­ko­iła. Z sali wywieźli mniej o 11.20 mój kochany mąż był ze mną - od tego pamięt­nego ponie­działku widział mnie każ­dego dnia był moim wspar­ciem i pierw­szą osobą którą widzia­łam po wyje­ździe z sali był on, mój mąż cze­kał na mnie widzia­łam jego łzy gdy mówił że ją widział. 
Na świat 18 lipca tego roku przy­szła moja cudowna córka Lena 3690 kg i 56 cm mojego szczę­ścia."

To historia Magdy. Serdecznie gratuluję urodzenia Lenki i dziękuję za przesłanie historii.

Chcesz się podzielić jakąś swoją historią? Czekam na Twoją wiadomość!